Kult Żołnierzy Niezłomnych

Z pewnego rodzaju kultem Żołnierzy Niezłomnych, bo tak wolę nazywać naszych narodowych bohaterów, określanych najczęściej mianem „wyklętych”, co jest sformułowaniem mało szczęśliwym, o zabarwieniu pejoratywnym, mamy do czynienia od kilkunastu lat. Jednak nadal pojawiają się wątpliwości: czy potrzebne jest nam kultywowanie ich pamięci?

Żołnierze V Wileńskiej Brygady AK

Dlatego najlepszym rozwiązaniem będzie zachęcenie wątpiących do tego, aby zmierzyli się z dostępną wiedzą i sami wyrobili sobie zdanie na ten temat. W świetle powszechnie znanych faktów nie może budzić wątpliwości, że Żołnierze Niezłomni byli ostatnią linią oporu przed falą terroru, zniewolenia i sowietyzacji, która jeszcze przed zakończeniem II wojny światowej, przy milczącej akceptacji zachodnich „sojuszników”, zaczęła zalewać nasz kraj. Żołnierze niepodległościowego podziemia, stanowiący integralną część Polskich Sił Zbrojnych, byli też pierwszymi ofiarami komunistycznego terroru. Natychmiast po wkroczeniu Sowietów na Kresy Wschodnie Rzeczypospolitej, pomimo tego, że Armia Krajowa wspierała ich w walce z Niemcami, organy NKWD dokonywały na naszych żołnierzach okrutnych zbrodni. Polskie oddziały były osaczane i likwidowane, wielu oficerów zamordowano, a tysiące żołnierzy wywieziono w głąb Związku Sowieckiego lub przymusowo wcielono do armii Berlinga. Zbrodniczy proceder wymierzony w polskie podziemie zapoczątkowała już w czasie okupacji niemieckiej sowiecka partyzantka. Bardzo wymowna jest również tragedia powstańców warszawskich, ginących wraz z ludnością cywilną na oczach wojsk sowieckich stojących po drugiej stronie Wisły, które zamiast pomóc sojusznikowi swoich sojuszników, urządzały w tym czasie katownie dla schwytanych polskich patriotów. Należy także podkreślić, że jednym z pierwszych ministerstw powołanych przez PKWN w lipcu 1944 r. był Resort Bezpieczeństwa Publicznego, którego naczelnym zadaniem było zwalczanie opozycji występującej przeciwko instalowanym w Polsce władzom pochodzącym z nadania Stalina.
Po zakończeniu II wojny światowej działania podejmowane przez „polskich” komunistów, wspieranych i inspirowanych przez Sowietów, zmierzały do złamania wszelkich przejawów oporu ze strony umęczonego długoletnią wojną społeczeństwa. Sfałszowane referendum „ludowe” w 1946 r., a następnie wybory do Sejmu w 1947 r., odbywające się w atmosferze powszechnego terroru i manipulacji oraz wycofanie uznania rządowi RP na uchodźstwie przez Wielką Brytanię i USA, usankcjonowały postanowienia konferencji jałtańskiej, skazującej Polskę na długoletnią sowiecką okupację. Wraz z narastającym uciskiem ze strony tworzącego się systemu komunistycznego rozwiewały się jakiekolwiek nadzieje na powstrzymanie tych zbrodniczych dążeń metodami pokojowymi. Parlament był zdominowany przez elementy bolszewickie, a „legalne” ugrupowania polityczne rozbite prześladowaniami i działaniem agentury. Symbolem tego była w 1947 r. wymuszona ucieczka z kraju Stanisława Mikołajczyka, zagrożonego aresztowaniem i skazaniem na karę śmierci oraz tragiczny los szesnastu przywódców Polskiego Państwa Podziemnego, aresztowanych przez NKWD i bezprawnie sądzonych w pokazowym procesie w Moskwie w czerwcu 1945 r. Nadzieje na interwencję dyplomatyczną mocarstw zachodnich całkowicie zawiodły, jak również początkowo dość silna wiara w możliwość wybuchu konfliktu pomiędzy Zachodem a Związkiem Sowieckim. Złudzenia te brały się z braku orientacji w autentycznych powojennych nastrojach społeczeństw zachodnich, ale także z niewiedzy, w jaki sposób „alianci” postąpili z naszymi żołnierzami po demobilizacji PSZ na Zachodzie. Rodacy w kraju nie mogli przecież wiedzieć, że zdemobilizowani polscy generałowie zostali pozbawieni środków do życia i musieli robić w Wielkiej Brytanii za barmanów, magazynierów lub pielęgniarzy.
Sytuacja niepodległościowego podziemia w okupowanym kraju rozwijała się bez większego wpływu ze strony emigracyjnych polityków i wojskowych. W zniewolonej Polsce, po fiasku koncepcji politycznego porozumienia z nową władzą oraz po rozwiązaniu Armii Krajowej w styczniu 1945 r. przez gen. Leopolda Okulickiego „Niedźwiadka”, położenie przedstawiało się nadzwyczaj dramatycznie. Komendant AK w ostatnim rozkazie do swoich żołnierzy napisał: „Postępująca szybko ofensywa sowiecka doprowadzić może do zajęcia w krótkim czasie całej Polski przez Armię Czerwoną. Nie jest to jednak zwycięstwo słusznej Sprawy, o którą walczymy od roku 1939. W istocie bowiem – mimo stwarzanych pozorów wolności – oznacza to zmianę jednej okupacji na drugą, prowadzoną pod przykrywką Tymczasowego Rządu Lubelskiego, bezwolnego narzędzia w rękach rosyjskich. […] Od 1 września 1939 r. Naród Polski prowadzi ciężką i ofiarną walkę o jedyną Sprawę, dla której warto żyć i umierać: o swą wolność i wolność człowieka w niepodległym Państwie. Wyrazicielem i rzecznikiem Narodu i tej idei jest jedyny i legalny Rząd Polski w Londynie, który walczy bez przerwy i walczyć będzie nadal o nasze słuszne prawa. Polska, według rosyjskiej receptury, nie jest tą Polską, o którą bijemy się szósty rok z Niemcami, dla której popłynęło morze krwi polskiej i przecierpiano ogrom męki i zniszczenie Kraju. Walki z Sowietami nie chcemy prowadzić, ale nigdy nie zgodzimy się na inne życie, jak tylko w całkowicie suwerennym, niepodległym i sprawiedliwie urządzonym społecznie Państwie Polskim. Obecne zwycięstwo sowieckie nie kończy wojny. Nie wolno nam ani na chwilę tracić wiary, że wojna ta skończyć się może […] zwycięstwem jedynie słusznej Sprawy, triumfem dobra nad złem, wolności nad niewolnictwem. Żołnierze Armii Krajowej! Daję Wam ostatni rozkaz. Dalszą swą pracę i działalność prowadźcie w duchu odzyskania pełnej niepodległości Państwa i ochrony ludności polskiej przed zagładą. Starajcie się być przewodnikami Narodu i realizatorami niepodległego Państwa Polskiego. W tym działaniu każdy z Was musi być dla siebie dowódcą. W przekonaniu, że rozkaz ten spełnicie, że zostaniecie na zawsze wierni tylko Polsce oraz by Wam ułatwić dalszą pracę – z upoważnienia Pana Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej zwalniam Was z przysięgi i rozwiązuję szeregi AK”. W tajnym rozkazie skierowanym do kadry dowódczej gen. Okulicki zalecał: „W zmienionych warunkach nowej okupacji działalność naszą nastawić […] na odbudowę niepodległości i ochronę ludności przed zagładą. W tym celu i w tym duchu wykorzystać musimy wszystkie możliwości działania legalnego, starając się opanować wszystkie dziedziny życia Tymczasowego Rządu Lubelskiego. [...] Dowódcy nie ujawniają się. Żołnierzy zwolnić z przysięgi, wypłacić dwumiesięczne pobory i zamelinować. [...] Zachować małe dobrze zakonspirowane sztaby i całą sieć radio. Utrzymać łączność ze mną i działajcie w porozumieniu z aparatem Delegata Rządu”.
Działania zalecane przez Komendanta AK nie uchroniły podziemia niepodległościowego i ludności cywilnej przed skutkami represji ze strony Sowietów i „rodzimych” renegatów. Do ich pacyfikacji skierowano bowiem kilkadziesiąt tysięcy żołdaków z Wojsk Wewnętrznych NKWD, funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, Informacji Wojskowej, Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Milicji Obywatelskiej i reżimowego sądownictwa. Dokonywano masowych aresztowań, niejednokrotnie w ramach szeroko zakrojonych obław oraz deportacji do obozów pracy na terenie Związku Sowieckiego, które, zdaniem gen. Tadeusza Komorowskiego „Bora”, objęły około 50 tys. żołnierzy. Na porządku dziennym były morderstwa, poprzedzone zazwyczaj okrutnymi torturami. Generał Okulicki, w niedługi czas po „procesie szesnastu” zmarł w więzieniu na Łubiance, najpewniej zamordowany, a władza „ludowa” sięgnęła po szeroki wachlarz metod, które miały doprowadzić do złamania ruchu oporu. Początkowo wielu żołnierzy podziemia, idąc za zaleceniami swoich dowódców, starało się wtopić w społeczeństwo pochłonięte codzienną walką o byt, a nawet podejmowało próby przeniknięcia do struktur komunistycznego aparatu i przejęcia nad nimi kontroli lub przynajmniej uzyskania cennych informacji i dostępu do dokumentów ułatwiających powrót do „legalnego” życia. Czynnikiem sprzyjającym takim działaniom był w okresie powojennym wielki niedostatek wykształconych kadr, który, co zrozumiałe, nie mógł być zrekompensowany przez sowieckich „doradców” i szeroki napływ niedouczonych elementów z tzw. awansu społecznego.
Żołnierze podziemia niepodległościowego stawali przed dramatycznym dylematem: co robić dalej? Czy starać się ułożyć sobie „normalne” życie, o ile komuniści na to pozwolą? Czy też nadal z bronią w ręku realizować testament Polski Walczącej? Pozbawieni łączności z dowódcami, którzy zostali aresztowani i zamordowani, albo wyjechali za granicę lub głęboko się zakonspirowali, dokonywali nierzadko fatalnych wyborów. Komuniści zachęcali ich do ujawniania się oferując całkowitą „amnestię”, zrównującą żołnierzy podziemia ze zwykłymi przestępcami, korzystającymi z aktu łaski nowej władzy. Podstępne zabiegi służyły jedynie „rozładowaniu lasów” z partyzantów, którzy uniemożliwiali zaprowadzenie w kraju komunistycznych porządków. W niedługim czasie okazało się, że ci, którzy ujawnili się, tak naprawdę wpadali w zastawione na nich sidła. Podobnie jak wielu żołnierzy PSZ na Zachodzie, którzy byli zwabiani do Polski, tylko po to, aby trafić do ubeckich katowni, a potem na ławy oskarżonych w pokazowych procesach, podczas których skazywano ich na śmierć lub długoletnie więzienie za rzekomą współpracę z zachodnim wywiadem. Nie może więc dziwić, że ścigani przez bezpiekę i pozbawieni szans na normalne życie, szukali oparcia wśród towarzyszy broni z wcześniejszej konspiracji, którzy, jak nikt inny, mogli ich zrozumieć i udzielić im pomocy. Ponownie nawiązywali kontakty, gromadzili się w oddziały, już pod nowym szyldem i dowództwem, ale z takim samym przesłaniem, z jakim rozpoczynali swoją walkę o Wolną Polskę.

Fragment artykułu, który ukazał się w „Polskim Szańcu” 1/2017.