„Królowie” obciachu

Wybory parlamentarne i towarzyszące im ekscesy przyćmiły wybryk, którego dopuścili się „królowie” obciachu. Chodzi oczywiście o udział Lecha Wałęsy i Bronisława Komorowskiego w promocji kantoru internetowego cinkciarz.pl w Chicago. Występ w reklamie byłych prezydentów Rzeczpospolitej, których rola w naszym systemie politycznym odpowiada pozycji koronowanych głów we współczesnych monarchiach konstytucyjnych i parlamentarnych, poza dożywotnim sprawowaniem urzędu i jego dziedziczeniem, musi być oceniona bardzo krytycznie. Prezydenci innych krajów zazwyczaj nie biorą udziału w reklamach, starając się o zachowanie godności pełnionego przez nich urzędu, nawet po przejściu na emeryturę. Dlaczego więc Polacy doświadczają tak często poczucia wstydu z powodu wybryków swoich wybrańców?

Z jednej strony przyczyną może być po prostu wybór niewłaściwej i niegodnej osoby na najważniejszy urząd w państwie, co niestety nie wystawia najlepszego świadectwa wyborcom. Z drugiej zaś jest to powszechnie zauważalny upadek dobrych obyczajów, nie tylko w polityce, a także zanik takich przymiotów moralnych jak poczucie honoru. Natomiast z pewnością nie jest nią ubóstwo materialne byłych prezydentów, bowiem mają oni całkiem przyzwoite zabezpieczenie emerytalne. Rzeczpospolita zadbała o ich byt, płacąc im dożywotnie uposażenie w wysokości 75% zarobków głowy państwa, czyli obecnie ok. 13 tys. zł. Poza tym budżet pokrywa koszty utrzymania ich biur oraz zapewnia ochronę BOR. Mogą też liczyć na lepsze świadczenia zdrowotne przynależne osobom zajmującym kierownicze stanowiska państwowe i członkom ich rodzin. Uprawnienia te mają na celu zapewnienie osobom, które sprawowały najwyższy urząd w państwie stabilnego bytu, aby po odejściu z polityki nie musiały podejmować zajęć zarobkowych, co ma służyć utrzymaniu godności urzędu prezydenta RP. Obowiązujące prawo nie zabrania byłej głowie państwa podejmowania pracy zarobkowej, ale w takim przypadku należy się zastanowić: czy dorabianie na boku przystoi „emerytowanym” prezydentom? Zwłaszcza, że podatnicy sowicie ich wynagradzają, a oni częstokroć otrzymują wysokie gratyfikacje za wygłaszanie różnych prelekcji i wykładów.

W moim przekonaniu wizerunek prezydenta i godność jego urzędu są zbyt ważne dla Polski, aby deprecjonować je występami w reklamach. Dlatego takie wybryki muszą być z całą mocą piętnowane. Nie można przecież wymagać od innych obywateli szacunku dla głowy państwa, za co niejeden krytycznie usposobiony Polak był w przeszłości ciągany po sądach, gdy jednocześnie byli prezydenci hańbią się występami w promocji internetowego kantoru, którego nazwa nawiązuje do przestępczego procederu z czasów PRL. Niestety nie jest to odosobniony przykład żenującego zachowania krajowych dygnitarzy. W Polsce naganne praktyki zapoczątkował Aleksander Kwaśniewski, który w trakcie prezydentury udostępnił swój wizerunek w reklamie salonu meblowego FORTE, gdzie zatrudniony był jego szwagier, który zapewne uznał, że prezydent może być doskonałą „dźwignią handlu”. Ponadto otrzymywał on po zakończeniu urzędowania wsparcie finansowe od ukraińskich oligarchów i pracował dla prezydenta Kazachstanu, co musi budzić uzasadnione wątpliwości, w kwestii jego lojalności wobec Państwa Polskiego. Zdarzyła się też taka wpadka jak wypuszczenie na rynek w Brazylii taniej berbeluchy opatrzonej nazwą „Walesa Vodka”. Były prezydent co prawda odciął się od tej inicjatywy, ale niesmak pozostał, także z powodu paskudnego smaku wspomnianego napitku.

Osobną kwestią są ogromne koszty utrzymania kancelarii prezydenckiej sięgające prawie 170 mln zł, bardzo często trwonione na zbędne wydatki, służące zaspokajaniu pychy głównego lokatora Pałacu Namiestnikowskiego. Ze względu na zamiłowanie do luksusomanii, jeden z byłych prezydentów dorobił się nawet przydomka „Aleksander Bizantyjski” i nie ma się co dziwić, skoro w okresie jego urzędowania wydatki prezydenckiego dworu były znacznie wyższe niż utrzymanie prezydenta Francji, kraju przecież o wiele bogatszego od Polski. Nic bardziej nie deprawuje jak życie w luksusie na koszt podatników, i to być może jest główny powód, że prezydenci na „emeryturze”, pozbawieni dostępu do obfitych funduszy reprezentacyjnych, „dziadują” w tandetnych reklamach. Nie jest to zresztą jedyny przykład upadku moralnego ludzi z najwyższego świecznika, bowiem opinię publiczną zaszokowała niedawno wiadomość, że ustępujący (p)rezydent Komorowski „wypożyczył” sobie znaczną część sprzętu biurowego z kancelarii prezydenckiej, w tym: kosze na śmieci, niszczarki i żyrandol… Podobno zrobił to legalnie, jednak życie dopisało dalszy ciąg tej historii, ponieważ przy okazji jego wyprowadzki wyszło na jaw, że zniknęły także dzieła sztuki, m.in. cenny obraz pędzla nieznanego malarza, o jakże wymownym tytule – „Bydło na pastwisku”…

Kompromitujące zachowania byłych prezydentów budzą zażenowanie i wywołują przykre refleksje. Świadczą też o ich stosunku do państwa, które traktują jak swój prywatny folwark i do obywateli, którymi gardzą niczym ekonom pańszczyźnianymi chłopami. Dlatego z ich nagannego zachowania należy wyciągnąć stosowne wnioski. Jeśli nadal będą hańbić godność urzędu prezydenta RP, to kompetentne władze powinny doprowadzić do wstrzymania im wypłaty uposażeń, ponieważ tylko w ten sposób można okiełznać ich pazerne natury. W przeciwnym wypadku będziemy jeszcze nie raz świadkami żenujących wybryków w wykonaniu „królów” obciachu…

Wojciech

Felieton ukazał się w „Polskim Szańcu” 3-4/2015.