Francuzi dokonali wyboru

W dniach 11 i 18 czerwca 2017 roku odbyły się w dwóch turach wybory parlamentarne we Francji. Jest to o tyle ważne dla Europy i Polski, gdyż po wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, wybory we Francji, a na jesieni w Niemczech, zadecydują o dalszym kształcie i przyszłości „wspólnoty”. Konsekwencje plebiscytów w dwóch najważniejszych krajach Unii, praktycznie rządzących nią, będą istotne i dla nas, ponieważ na każdym kroku odczuwamy skutki przynależności do tego dziwacznego tworu, jakim jest Unia Europejska.

Od czasu wyborów parlamentarnych w 2012 roku władzę we Francji sprawowała Partia Socjalistyczna, a kandydat tej formacji, François Hollande, został także wybrany na prezydenta. Jednak wysokie bezrobocie, słaby wzrost gospodarczy, problemy wewnętrzne, liczne skandale polityczne i korupcyjne spowodowały, że socjaliści gwałtownie tracili poparcie, skutecznie zniechęcając Francuzów do swych rządów. Hollande, w związku z niskim poparciem społecznym, zrezygnował ze startu w kolejnych wyborach prezydenckich w 2017 roku Za jego naturalnego następcę na urzędzie prezydenckim uważano lidera tzw. centroprawicy Françoisa Fillon. Jednak i ta kandydatura odpadła w wyniku tzw. Penelopagate, czyli skandalu powstałego w związku z fikcyjnym zatrudnieniem swojej żony i płaceniem jej z państwowej kasy za pracę, której nigdy nie wykonywała. Również pozostali politycy „głównego nurtu”, o korzeniach socjalistyczno-liberalnych, dość skutecznie kompromitowali się w ujawnianych aferach, tak, że ich widoki na rządzenie stawały się problematyczne. W tym też czasie coraz większe poparcie zaczął zdobywać konserwatywny i antyunijny Front Narodowy, który mógł zagrozić dotychczasowemu układowi politycznemu, gdyż w obozie rządzącego mainstreamu zrobiła się pustka wśród liderów i zdawało się, że nikt i nic nie przeszkodzi już FN w zdobyciu władzy we Francji.

Jednak nagle w dniu 6 kwietnia 2016 r. były członek Partii Socjalistycznej, pełniący dotychczas funkcję ministra gospodarki, przemysłu i cyfryzacji, niejaki Emmanuel Macron, założył w rodzinnym Amiens własny socjalliberalny, centrowy ruch polityczny o nazwie „En Marche!”, co można tłumaczyć, jako: „Naprzód Marsz!” lub „Ruszajmy Marszem!”. W sierpniu tego samego roku, ten ówcześnie mało znany, młody, ale niezwykle ambitny polityk przezornie zrezygnował z funkcji ministra i ogłosił, że będzie walczył o fotel prezydenta. Zrobił to zapewne celowo, gdyż nie chciał być kojarzony z nieudolnym i skompromitowanym rządem socjalistów. Natychmiast też zainteresowały się nim „usłużne” media, dzięki czemu zaczął się błyskawicznie piąć w sondażach, skutecznie wykorzystując zniechęcenie Francuzów do polityków z głównych partii, prezentując się jako „nowa siła w polityce” i człowiek „spoza dotychczasowego układu”.

Robert Kownacki

Fragment artykułu, który ukazał się w „Polskim Szańcu” 2/2017.