Nowe wcielenie żydokomuny, czyli rewolucjoniści na państwowym garnuszku (cz. 1)

Wiele się słyszy o degrengoladzie i upadku moralnym polskiej polityki i polityków. O osobach jawiących się jako działacze prawicowi, ludzie nawet średnio zorientowani w meandrach krajowej sceny politycznej zdołali już sobie wyrobić jakieś zdanie. Dlatego tym razem przyjrzymy się pewnemu ugrupowaniu lewicowemu.

Lewicowa, a właściwie lewacka Partia Razem, gdyż o niej będzie mowa, balansuje na granicy 1–3% poparcia społecznego, potrafiła jednak przekroczyć najniższy próg wyborczy i dzięki temu dotowana jest z budżetu państwa, co w teorii powinno umożliwiać dalszy rozwój tej formacji. Po przeanalizowaniu ich programu, publicystyki, działań, biogramów liderów, nasi ojcowie i dziadowie określiliby ich w skrócie mianem żydokomuny.

Można powiedzieć, że Razem jest partią marginalną, ale jej start w wyborach w 2015 r. uniemożliwił Sojuszowi Lewicy Demokratycznej wejście do parlamentu, co stało się po raz pierwszy od 1989 r. Największy rozgłos zdobyła, gdy jeden z jej liderów, Adrian Zandberg, wystąpił podczas telewizyjnej debaty przedwyborczej i „zabłysnął“ swoimi antysystemowymi tezami. Dzięki temu wystąpieniu, różniącemu się w sposób znaczący od popisów przedstawicieli pozostałych komitetów wyborczych, potrafili oni przekroczyć 3% próg wyborczy, co zaowocowało przyznaniem im dotacji i corocznym zastrzykiem finansowym w wysokości ponad 3 mln zł. Partia Razem, podobnie jak SLD jest tworem lewicowym, lecz formacje te nie współpracują ze sobą, a nawet są sobie wrogie. Odwołują się jednak do tych samych wyborców. Sojusz jest w prostej linii spadkobiercą PZPR, na „dobry początek“ zasilonym „zapomogą“ z Moskwy w wysokości 1,2 mln dolarów, przyjętą przez ówczesnych dygnitarzy komunistycznych Mieczysława Rakowskiego i Leszka Millera. SLD sprawował już władzę w „nowej“ Polsce za rządów: Cimoszewicza, Oleksego, Millera i Belki oraz prezydentury Kwaśniewskiego. Jednak ich rządy były okresem nieprawdopodobnej korupcji, wielu afer i gwałtownego ubożenia milionów Polaków oraz rabunkowej wyprzedaży majatku narodowego, co zaowocowało kolejnymi porażkami wyborczymi i pomijaniem ich przy tworzeniu następnych rządów. Partia Razem jest natomiast dla zwykłego Polaka praktycznie nieznana i kojarzona głównie z wystąpieniem telewizyjnym Zanderga. Wielu naszych rodaków udzielających poparcia tym lewakom tłumaczyło się ze swojego wyboru w ten sposób, że: „Ten facet tak fajnie mówi i jest inny od pozostałych polityków“. Po wspomnianej debacie „usłużne“ dla wszelkich lewicowców i liberałów media otworzyły swoje studia dla Zandberga nagłaśniając go i jego ugrupowanie. Radio Zet z Moniką Olejnik, TOK FM, TVN, „Gazeta Wyborcza“ i wiele im podobnych, regularnie gościło nowego „mesjasza“ lewicy wraz z jego towarzyszami i z entuzjazmem ogłaszało narodziny lewicowego „guru“, mającego jakoby zamienić sytych i ociężałych, a zarazem nieco już podstarzałych liderów Sojuszu, którzy na dodatek nie mają nic do zaoferowania wyborcom.

Razem powstała w maju 2015 r., aby w lipcu tego roku zostać zarejestrowaną jako partia polityczna. Jest rzekomo odpowiedzią na apel młodych lewicowców, którym doskwierał brak lewicy w polskim parlamencie i niezadowolenie z sytuacji na krajowej scenie politycznej. Jej założycielami są w większości tzw. młodzi socjaliści, którzy utworzyli ją podobno przeciwko „kaście polityków, którzy nie wiedzą jak żyją zwykli ludzie“. Tymi „socjalistami“ byli głównie działacze Stowarzyszenia Młodych Socjalistów, Zielonych i parę osób z Krytyki Politycznej. Polska lewica reprezentowana jest głównie przez SLD, będącą „złogiem działaczy komunistycznych z czasów PRL-u“, zainteresowanych powiększaniem i obroną swoich majątków oraz interesów wielkiego kapitału, a nie obroną ludzi pracy, o czym świadczą ich rządy. Razem natomiast jawi się jako partia idei. I jest to wymieszanie idei marksistowskiej, leninowskiej, a nawet maoizmu, przypudrowanych jednak hasłami socjalnymi, a także standardowo dla lewaków obroną praw odmieńców seksualnych, mniejszości etnicznych i innych dziwactw. Ma to stworzyć pozory, że Razem jest partią socjaldemokratyczną, łatwiej „strawialną“ dla ludzi mniej zorientowanych w niuansach polityki. Zresztą sam Zandberg wielokrotnie afiszował się w koszulkach z wizerunkiem Marksa, a nierzadko można było spotkać członków jego partii z czerwonymi flagami lub innymi symbolami komunistycznymi. W 2015 r. wyciekła do mediów wewnętrzna instrukcja dla działaczy Razem, dotycząca próby zmiany wizerunku partii. Wynika z niej, że jej władze postanowiły zerwać z panującym w mediach społecznościowych i w opinii publicznej wizerunkiem formacji nawiązującej do komunizmu. I można w niej przeczytać, że: „W związku z negatywnym feedbackiem dotyczącym komentowania na Facebooku postów Partii Razem oraz reprezentacji w mediach osób zadeklarowanych jako członkowie i członkinie Razem, postanowiono, że […] – Należy unikać sformułowań typu »towarzyszu, towarzyszko« w sferze publicznej, ubrań kojarzących się z rewolucjonizmem i komunizmem“. Oprócz tego apeluje się o zmianę retoryki z »marksistowsko-rewolucyjnej« na dostosowaną do standardów obecnych w sferze publicznej. Oczywiście ich największym przeciwnikiem są mityczni polscy faszyści i naziści, z którymi lewacy chcą walczyć i eliminować ich z życia publicznego oraz wspomniane już SLD. Ich barwami jest fiolet, czyli coś pomiędzy czerwienią komuchów i czernią anarchistów, natomiast hasłem jest – „Inna polityka jest możliwa“.

Robert Kownacki