Podżeganie do wojny z Iranem (1)

W dniach 13–14 lutego 2019 r. odbyła się w Warszawie konferencja bliskowschodnia, która przynajmniej według zapewnień polskiej strony miała na celu zainicjowanie procesu pokojowego w tamtym regionie świata. Szef gabinetu prezydenta Krzysztof Szczerski, po ogłoszeniu informacji o organizacji tej konferencji w naszej stolicy, zapewniał, że nie jest ona „wymierzona przeciwko komukolwiek i ma na celu twórcze poszukiwanie dróg do pokoju”.

Wtórował mu w tym minister Jacek Czaputowicz, deklarujący, że „nie jest ona skierowana przeciwko żadnym państwom”, a premier Mateusz Morawiecki w swoim wystąpieniu podczas jej obrad koncentrował się głównie na aspektach humanitarnych i odmieniał słowo „pokój” przez wszystkie przypadki, wyrażając nadzieję, że ta inicjatywa stanowi „ogromny krok w promocji przyszłości, pokoju i bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie”.

Jednak rozwój wypadków pokazał, że „pokojowe” intencje uczestników szczytu warszawskiego były tylko pobożnymi życzeniami naiwnych polskich polityków, którzy wbrew płynącym z różnych stron ostrzeżeniom dali „wpędzić się w kabałę”. Świadczy o tym przemówienie wiceprezydenta USA Mike’a Penca, które rozwiało wszelkie złudzenia, ponieważ oprócz zestawu wyświechtanych komunałów o potrzebie zapewnienia wolności i demokracji uciśnionym narodom, zawierało także wyraźną zapowiedź nadciągającej burzy wojennej. Stwierdził on bowiem, że: „Prezydent Trump przywrócił przywództwo Ameryki na scenie świata i wdraża strategię bezpieczeństwa dla narodu podejmując zdecydowane kroki na rzecz obrony naszej ojczyzny oraz promowania naszych interesów i pokoju poprzez siłę. […] Na Bliskim Wschodzie Stany Zjednoczone pracują, aby zbudować koalicję narodów, które łączą się w celu zniszczenia ekstremizmu. […] Prezydent Trump jest liderem, który chce prowadzić wolny świat poprzez siłę. […] Rozpoczynając tę historyczną konferencję liderzy z całego regionu uzgodnili, że największym zagrożeniem dla pokoju i bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie jest Islamska Republika Iranu”.

Pence przedstawił też cały zestaw argumentów, które zdaniem administracji amerykańskiej uzasadniają podjęcie zdecydowanych kroków wobec Persów, bo według niego: „Irański reżim jest wiodącym państwowym sponsorem terroryzmu na świecie. To właśnie oni podkładali bomby pod naszymi ambasadami, wymordowali setki naszych żołnierzy i nadal trzymają jako zakładników obywateli Stanów Zjednoczonych i innych krajów Zachodu. Iran otwarcie sprzeciwiał się sankcjom ONZ, naruszając rezolucje i knując ataki terrorystyczne na terenie Europy. […] Irański reżim sfinansował królestwo chaosu i terroru. […] Przeciwdziała wolności słowa i wyznania, dokonuje egzekucji kobiet i osób innej orientacji seksualnej”. Oskarżył też Iran o wspieranie organizacji terrorystycznych w Syrii, Libanie, Jemenie i Iraku, ale przede wszystkim napiętnował go za to, że „otwarcie nawołuje do zniszczenia państwa Izrael”, ponieważ jak podkreślił: „Ajatollah Chomeini sam powiedział, że jest to misją Islamskiej Republiki Iranu, aby zniszczyć Izrael i wymazać go z mapy”. W opinii Pence’a „irański reżim otwarcie nawołuje do kolejnego holokaustu i pragnie zyskać środki, aby móc go zrealizować. Iran chce odtworzyć pradawne perskie imperium pod współczesną dyktaturą ajatollahów. […] Ich reżim próbuje stworzyć korytarz wpływu idący przez Irak, Syrię i Liban, próbuje stworzyć przejście dla swoich armii i ideologii”. Podkreślił również, że „Stany Zjednoczone nigdy nie opuszczą swojego sojusznika Izraela” i dlatego domagają się zdecydowanego „potępienia i zwalczania antysemityzmu”. Uznał więc, że „czas zerwać fatalne porozumienie jądrowe z Iranem”, które w jego opinii nie zapobiegnie pozyskaniu broni atomowej przez to państwo, a jedynie odłoży je w czasie. Przy okazji skrytykował Niemcy, Francję i Wielką Brytanię za omijanie sankcji nałożonych na Iran przez USA i domagał się, aby partnerzy europejscy przyłączyli się do polityki amerykańskiej „zmniejszając import ropy irańskiej do zera”. Ubolewał też nad tym, że administracja Baracka Obamy nie wspierała zamieszek w Iranie w 2009 r. i nie poparła „kochających wolność Irańczyków”. Na koniec swojego wystąpienia, niczym nawiedzony kaznodzieja, uraczył uczestników konferencji biblijną przypowieścią o dzieciach Abrahama, które muszą się zjednoczyć, bo jego zdaniem „kochające wolność narody powinny stać razem, aby irański reżim odpowiedział za całe zło i przemoc, której dopuścił się na swoich własnych ludziach, na całym regionie i na całym świecie”.

Z tezami zawartymi w przemówieniu wiceprezydenta Pence’a korespondowały stwierdzenia sekretarza stanu USA Mike’a Pompeo, który powiedział na briefingu podsumowującym konferencję bliskowschodnią, że zorganizowano ją by „podkreślić działania administracji prezydenta Donalda Trumpa” oraz zapewnił, że: „Nie było nikogo, kto by bronił Iranu w sali obrad – żaden kraj nie zaprzeczał podstawowym faktom, które przedstawiliśmy w sprawie Iranu – o zagrożeniu i naturze reżimu irańskiego”. Z kolei na innej konferencji prasowej Pompeo stwierdził, że: „Nie da się osiągnąć pokoju i stabilności na Bliskim Wschodzie bez konfrontacji z Iranem. To po prostu niemożliwe”. Ale tak naprawdę dopiero premier Benjamin Netanjahu „dał czadu”, gdy na jego Twitterze pojawił się wpis, w którym otwarcie przyznał, że: „Co jest ważne w tym spotkaniu, i nie jest to tajemnica, bo tych jest wiele, że jest to otwarte spotkanie z przedstawicielami czołowych państw arabskich, którzy siadają razem z Izraelem, by posunąć naprzód wspólny interes wojny z Iranem”. Wynurzenia Netanjahu wywołały natychmiast falę ostrej krytyki, co spowodowało szybkie usunięcie „niefortunnego” wpisu i zastąpienie określenia „wojna” stwierdzeniem o „zwalczaniu wpływów Iranu”. Jednak nieudolna próba ukrycia prawdziwych celów konferencji nie powiodła się, ponieważ premier Izraela podczas pobytu w Warszawie przyznał jeszcze dwukrotnie w rozmowie z dziennikarzami, że obrady „dotyczyły wojny z Iranem”. Wywiadów udzielał w języku hebrajskim, licząc być może na to, że nikt poza Izraelczykami nie zwróci uwagi na bulwersujące szczegóły jego wypowiedzi. Na wyczyny premiera Izraela zareagował też minister spraw zagranicznych Iranu Javad Zarif, który stwierdził, że: „Zawsze znaliśmy urojenia Netanjahu. Teraz świat i ci, którzy są na warszawskim cyrku też o tym wiedzą”.

Wojciech Podjacki

Fragment artykułu, który ukazał się w „Polskim Szańcu” 1/2019.