Zagończyk wojny 1919-1920 – ppłk. Jerzy Dąmbrowski „Łupaszka”

„Rotmistrz Jerzy Dąmbrowski był urodzonym zagończykiem, z kapitalną umiejętnością podejmowania natychmiastowej decyzji. Atakował poszczególne zgrupowania bolszewickie i natychmiast wycofywał szwadrony, gdy nieprzyjaciel organizował obronę. Byliśmy w ciągłym ruchu, bez taborów, na tyłach, wśród nieprzyjacielskich oddziałów, ale byliśmy na naszej ziemi i naokoło byli Polacy. Każda szarża była taktycznie precyzyjna, na dobrym terenie, ze słońcem, nie było improwizacji” – wspominał Tomasz Zan.

Dowództwo ochotniczego-oddziału braci-Dąmbrowskich

Jerzy Dąmbrowski, taka była prawidłowa pisownia tego nazwiska i tak podpisywał się sam zagończyk, np. w listach pisanych do żony. W dokumentach Wojska Polskiego z lat 1918-1939 nazwisko jego ze względu na ujednolicenie pisano „Dąbrowski”. Taką samą pisownię stosowało wielu autorów prac, w których jest wymieniany.
Urodził się w Suwałkach 29 kwietnia 1889 r., jako syn Adolfa, generała rosyjskiej kawalerii oraz Leontyny Kozłowskiej. Zanim wybuchła I wojna światowa, Jerzy zdążył ukończyć szkołę realną w Wyborgu w Finlandii oraz studiować przez cztery semestry w Instytucie Mierniczym w Moskwie, uzyskując tytuł inżyniera mierniczego. Musiał jednak odbyć także służbę wojskową, po roku odszedł do rezerwy ze stopniem kaprala. W pierwszych dniach I w.ś. został powołany do wojska rosyjskiego, gdzie pełnił służbę do października 1917 r. W Petersburgu nawiązał kontakt z polskimi władzami wojskowymi i jako rotmistrz wziął udział w prowadzonej przez nie akcji werbunkowej do jednostek polskich.
W maju 1918 r. rotmistrz Dąmbrowski wyjechał do tworzącego się na terenie Białorusi I Korpusu generała Józefa Dowbora-Muśnickiego, a po jego likwidacji wstąpił do Samoobrony Litwy i Białorusi, tworzonej w Wilnie i zwanej potocznie Samoobroną Wileńską. Państwo Polskie tworzyło się wówczas od zera, Wojska Polskiego prawie nie było, a odradzający się do samoistnego życia naród stanął przed groźbą przekształcenia suwerennego państwa w jedną z republik sowieckich. W tym okresie nawiązuje bliższe kontakty z innymi polskimi oficerami, którzy określają rotmistrza jako żołnierza wyróżniającego się spośród oficerów Wojska Polskiego zarówno fizycznym wyglądem, jak i cechami umysłowymi.
Major Stanisław Aleksandrowicz tak wspomina pierwsze spotkanie z Jerzym Dąmbrowskim: „Uderza od razu twarz Dąmbrowskiego. Głowa wydłużona, górna czaszka skrzywiona na bok, wyłupiaste oczy, ale oczy tryskające energią, ciekawością i humorem. Twarz nietuzinkowa, trochę niesamowita, ale nieodpychająca, a raczej zniewalająca widza i rozmówcę. W roku później słyszałem od pań z towarzystwa wileńskiego o Jerzym uwagę zupełnie nieuwłaczającą jego wyglądowi: »On jest piękny w swojej brzydocie«. Ktoś w szeregach dał mu przezwisko »Łupaszka«, które do końca życia było jego drugim imieniem”.
Inaczej postać tę postrzegał generał Klemens Rudnicki: „Bardzo brzydki z dziwnie wydłużoną czaszką i wyłupiastymi oczami, gdy otworzył usta zmieniał się zupełnie. Był znakomicie wychowany, wręcz światowy, widać było, że umie poruszać się po salonach, bardzo inteligentny i miły. Urodzony dowódca, a jednocześnie człowiek z najwyższej sfery, arystokrata – takie robił wrażenie pomimo swej brzydoty zewnętrznej”.

Benedykt Rutkowski

Fragment artykułu, który ukazał się w „Polskim Szańcu” 3-4/2016.